fabryka

lovesongs: 3/5

Track#: 11
Title: 3/5
Artist: zietek
Album: lovesongs
Genre: cold wave
Year: IX07

Piątek. Weekend przed Adamem. Wrócił z pracy. Postanowił posprzątać. Mieszkał w maleńkiej gierkowskiej kawalerce po babci i musiał dbać o porządek, żeby się nie pochować żywcem. Za oknem, kawałek dalej, nad blokami, zbierały się chmury. Smugi deszczu łączyły je z dachami. Wyglądały jak zacumowane.
Włączył muzykę. Joy Division ‘Peel Sessions’, których ciągle ostatnio słuchał. Z laptopa podpiętego do starych dziesięciowatówek unitry. Miał to zrzucone na dysk z płyty pożyczonej od kolegi. Podczas ‘Exercise one’ kilkakrotnie przestawiał equalizer, żeby złapać odpowiednio twarde brzmienie basu.
Posprzątał w tej ślepej, zaśniedziałej kuchence. Na desce do krojenia była już pleśń. Umył naczynia. W czasie ‘She’s lost control’ udawał epilepsję. Wymachiwał kubkiem i widelcem. Wziął się za pokój.
Sięgnął po kosz pod stół, na którym stał laptop. Pilnował siebie i innych, by nie wrzucali tam odpadków organicznych. Odpadki organiczne gniją i śmierdzą. Papier, ewentualnie czysty plastik. Przebierał śmieci, żeby znaleźć plastiki, reszta miała iść do kontenera z makulaturą.
Znalazł butelkę po półlitrowej wodzie mineralnej, odstawił ją na stół.. Resztę przesypał do reklamówki. Coś zostało na dnie kosza. Stary program telewizyjny z piątkowego dodatku do ‘Dziennika’. Ułożony płasko i ugnieciony na okrągłym dnie. Przypomniał sobie, że miał dzisiaj kupić gazetę. Nie miał telewizora, ale w piątek zawsze czytał gazetę i recenzje w dodatku. Ponieważ brał czynny udział w kulturze. Położył pognieciony dodatek obok laptopa. Pod nim znalazł jeszcze ulotkę od jakichś leków.
Zapalił i przysunął popielniczkę z puszki po dębowym. Przerzucił kilka stron programu i odnalazł tamtą recenzję. Przeczytał ją. Podszedł do półki z książkami. Leżała na brzegu. Był to francuski kryminał. Odrobina zabawy gatunkiem. Dużo dobrego dowcipu. Trzymał książkę i patrzył na tę beznadziejną, zbyt kolorową okładkę ze złotym napisem.
Wiedział, że recenzent nie przeczytał książki do końca.
Ważył ją w dłoni. Nie jest to znowu taka cegła. Mógł to zrobić. A jednak tego nie zrobił i mimo tego przyznał gwiazdeczki. Trzy na pięć dał.
O tym haniebnym uchybieniu wiedziały przynajmniej dwie osoby.
Podszedł do stołu i spojrzał na okładkę dodatku. Wyszedł siedem tygodni temu, czterdzieści dziewięć dni. Książkę dostał więc pięćdziesiąt jeden dni temu. Bez okazji. Przeczytał ją w dwa wieczory. Dokładnie czterdzieści dziewięć dni temu wygłosił tyradę na złych recenzentów. Już przed północą znowu zaczął palić.
Przeczytał ulotkę kilka razy. W międzyczasie zapalił drugiego papierosa. Powiedział na głos:
- Norgestimatum. Ethinyloestradiolum.
Ćwiczenia dykcji.
Przypomniał sobie program z Wiktorem Zborowskim i te wszystkie lubieżne ćwiczenia warg, policzków i języka. Gimnastyka buzi i języka, tak to się chyba nazywało. Powtórzył te słowa.
- Norgestimatum. Ethinyloestradiolum. Harry Potter, kurwa.
Zgniótł ulotkę i wyrzucił ją przez uchylone okno:
- Avada Kedavra!

Poczuł głód, ale nie chciało mu się gotować. Wyszedł z domu i wyrzucił śmieci. Poszedł do pobliskiego mcdonalda. Zamówił kurczaka premium i colę. Siedział w ogródku i obserwował dzieciaki bawiące się na zjeżdżalni.
Od stolika obok wstał chłopiec. Podbiegł do kosza, wyrzucił resztkę hamburgera i wrócił.
- Co zrobiłeś? – zapytał ojciec.
- Już nie mogłem.
- Nie mogłeś zostawić? Dokończyłbym za ciebie.
Adam poczuł, że od zbyt zimnej coli lekko boli go gardło. W drodze powrotnej kupił cztery piwa.

Obudził się w pozycji na łyżeczkę, tuż przed południem. Włączył muzykę i dokończył sprzątanie. Umył kibel.
Pięćdziesiąt dni temu powiedział Ani jak się sprawy mają. Trzy na pięć w porywach to zdecydowanie zbyt mało. Bez słowa wstała z łóżka i wyszła do łazienki. Było tak czysto jak w tamtą sobotę.
Stała nago i suszyła włosy tą swoją monstrualną suszarką. Robiła to najczęściej przy lekko uchylonych drzwiach i zawsze w ręczniku. Opinał ją tak ciasno. Bał się, że pękną jej piersi.
Ale wtedy stała naga. Zostawiła otwarte drzwi. Próbował się do niej dobrać po raz ostatni, ale jej oczy były zupełnie martwe. Patrzyła na niego jak na przechodnia, który próbuje jej wmówić, że się znają. Ubrała się i poszła do ludzi. Ludzie, do których poszła byli całkiem mili.

3/5

Wyszedł przed blok. Udał się do kiosku. Kupił papierosy i gazetę. Wracał jedną z alejek wijących się wśród drzew i trawników. Nieba było dużo i było jasne. Mogło to trochę przeszkadzać. Tylko daleko w przesmyku, między dwoma zmierzającymi ku sobie blokami, wyglądającymi jak uchylona śluza, kotłowały się chmury.
- Cześć Marta, co się stało? – zapytał i usiadł obok niej na ławce.
Noga była biała jak mleko. Krew spływała strużką o gwałtownych meandrach i zabarwiała brzeg skarpetki na różowo. Wyglądało to jak kolorowanka pobazgrana przez wściekłe dziecko czerwoną kredką.
- Straciłam kontrolę nad moim wehikułem – powiedziała i uśmiechnęła się niemrawo.
Wskazała na rower. Leżał obok na trawie.
- Choć do mnie, mieszkam tutaj. Dam ci jakiś plaster, czy coś – powiedział, podnosząc rower.
Jechali windą. Gładziła palcem przycisk stopiony zapalniczką.
Patrzyła na czubki tenisówek.
Za uchem miała dwa malutkie pieprzyki.
Nagle ocknęła się:
- No, nie patrz się.
Oczy jej błyszczały.
- Co u ciebie? – zapytała.
- W porządku. Posprzątałem dzisiaj. Zobaczysz.
- Rzeczywiście porządek – powiedziała kiedy byli już w środku.
- Nawet nie wiesz jaki tutaj jest syf normalnie. Masz bandaż i gazę. Tu jest woda utleniona. Pokaż. Nie jest źle. Pomóc ci?
- Dam radę.
- Za szybko jeździsz.
- Co ty. Wolniutko jechałam. Coś mi wpadło do oka. Jakiś robak. Jeszcze mi łzawi.
Potarła wierzchem dłoni. Cała jej twarz była tym łzawiącym niebiesko - czerwonym okiem. Reszta jej ciała była ranką na kolanie.
- Dam ci takie krople.
- Ale to można? Co to za krople?
- No można, spokojnie. Dasz mi zajrzeć do oka?
- Dam, masz.
Cała jej twarz zamieniła się tę drobną niesymetrię naprężenia mięśni wokół ust.
- Nic tam nie masz. Czyściutko. Daj ci zakroplę.
- Okej. Ale zimne. Dzięki. Umyję to, dobra?
- Umyj. Czekaj, odkręcę wodę. Czasem nie zaskakuje ciepła. Trzeba umieć.
Patrzył jak spłukuje resztki krwi. Podał jej ręcznik. Wytarła.
Stanęła przed umywalką i zamarła. Znowu dostrzegła, że uważnie się jej przygląda.
- Boże. Lepiej szybko stąd wyjdź. Choć, napijemy się herbaty na balkonie - powiedział.
Zdziwiona zauważyła, że trochę speszony przeniósł spojrzenie na jakiś punkt na ścianie.
- Boisz się prądu? – zapytała – Ja też mam czasem takie strachy w łazience.
Przeszli do pokoju.
- Najbardziej mnie zawsze przerażała historia o tej miss polonii, co suszyła włosy w wannie i się zabiła.
- Ja zawsze myślałem, że to miejska legenda. I w dodatku o cechach taniego moralitetu.
- Może. Nie wiem. W każdym razie zapada w pamięć. Dzięki niej zawsze uważałam z tymi sprawami.
Jeszcze trochę gadali. Dowiedział się, że niedługo wyjeżdża na stypendium do Francji. Na trzy miesiące. Że się cieszy i nie może się doczekać. Zamienili kilka zdań na temat ich wspólnych znajomych. Kto kogo skąd zna. Bzdury, ale nie męczył się bardzo. Mógłby nawet pokusić się o ocenę, że było całkiem przyjemnie. Trzy na pięć gwiazdek.
- Pójdę już.
Pomógł jej z rowerem. Odprowadził na dół. Chwilę patrzył: odpychała się zdrową nogą jak na hulajnodze. Ale po chwili zaczęła jechać normalnie.
Poszedł na górę. Położył się na łóżku i udawał, że chce zasnąć, choć był wyspany.

Po południu postanowił znowu wyjść. Umówił się na wieczór w knajpie z dwoma kolegami. Wcześniej pojechał do centrum handlu, sztuki i biznesu. Chodził po galeriach, wąchając jedzenie i perfumy. Pooglądał trochę płyt. Długo zastanawiał się nad trzecimi velvetami self-titled w przecenie, po czym uznał, że ma czego słuchać i lepiej poczeka.
Zadowolenie, jakie wywołała ta rozważna i przemyślana decyzja, wydało mu się podejrzanie duże.
Trochę patrzył na dzieciaki grające w PSX przy stoisku grami. Gruby nie pozwalał nikomu wyrwać sobie joypada.
Cztery licealistki za zasłoną dymną dorosłych zapachów oglądały odtwarzacze mp3 i gadały o tym kto jaki ma. Miały ładne ubrania ze sklepów dla młodzieży z bogatymi rodzicami, prowadzonych przez bogatych rodziców. Trochę za dużo biżuterii i makijażu.
Pomyślał, że nie mają jeszcze ostatecznie wykształconych narządów mowy. Ich słowa dziwnie się zlewały. Miały małe opuchłe piersi. Być może ta dziewicza opuchlizna przeniosła się także na języki i podniebienia. Coś tłumiło ten pogodny świergot. Podwodne soniczne wybuchy wstrząsające całym centrum handlu, biznesu i sztuki. Oczywiście wiedział, że zbyt wysoko ocenia wpływ tych czterech licealistek na geologię. Ale przydałby się Zborowski ze swoimi logopedycznymi ćwiczeniami. Powinni go puszczać w godzinach najwyższej oglądalności. Ą – ę – o – e - u. Norgestimatum. Ethinyloestradiolum. Prawdziwe kobiety wypowiadają te słowa bezbłędnie.
Mijając kawiarnię, dostrzegł za szybą rozmawiającą żywo parę. On miał surową, trochę zmęczoną twarz i nalewał herbartę z czajniczka. Ładna brunetka odkładała na brzeg talerza listki wyskubane z kolorowej kanapki i z pasją coś tłumaczyła.
Pieprzyłaś się już z kimś? Ale naprawdę nic do niego nie czułam. Zrobiłam to z rozpaczy. Naprawdę, uwierz mi. Adam zrobił minę błagającej o litość cudzołożnicy. Tak bardzo się wczuł, że nawet przez chwilę jej współczuł.
Zachciało mu się palić. Kiedy jechał ruchomymi schodami na ostatnie piętro, gdzie było wyjście na dziedziniec, kobiecie w płaszczu wypadło z koperty zdjęcie rentgenowskie klatki piersiowej.
Adam pomyślał, że mogłoby go wciągnąć między stopnie schodów. Za czubki butów.
Bezpiecznie jednak wyszedł na dziedziniec z kafejkami i zegarem. Usiadł na ławce i ujrzał Anię. Wyszła zza rogu, prawie na niego wpadła, nie było odwrotu.
- Cześć – przywitał się.
- Cześć.
- Co tutaj robisz?
- Idę się spotkać ze znajomymi.
- Świetnie. Ja też w sumie.
- No tak. Ale to chyba inni znajomi.
- Fakt, zupełnie inni.
- Dobra to idę. Cześć.
- Czekaj, nie idź jeszcze. Palisz? Zapalmy, pogadajmy. Co u ciebie?
- Nie, nie palę. Wiesz przecież. Skrzepy i wylew – odpowiedziała.

Brak komentarzy »

Do tego wpisu nie dodano żadnych komentarzy.

Wątek RSS dla komentarzy do tego wpisu. Adres TrackBack

Dodaj komentarz

Blog at WordPress.com.