Najwidoczniej sytuacja mojego sąsiada nie jest najlepsza. Mój sąsiad słucha muzyki. Ja również słuchałem jej niejednokrotnie, kiedy sytuacje moje nie były najlepsze. Bywało, że i nocą dzwoniono z dołu, bo zapomniałem się i nagle wzięła mnie po niewczesnym powrocie chęć na jakieś ‘House of jealous lovers’, ‘Kurwę na telefon’, ‘Idioteque’ czy coś podobnie żywiołowego. Taki jestem imponująco spontaniczny. Ale nie martwcie się, na więcej mnie nie stać. Tamci ludzie zmuszeni byli wyprowadzić się, bo pomnożyły się dzieci jakoś nagle i już wypadały oknami. A szkoda, dobrzy ludzie byli. Ostatnio dostałem wiadomość, jak to koleżance z dołu brakuje mego śpiewu. Gdyż mam zwyczaj śpiewać podczas pobytu w wannie. Celuję w Queen, bo to zespół, który leci w każdym dworcowym kiblu, więc nie da się go nazbyt sprofanować, a jeśli chodzi o muzykę pop, to profanacji ja się obawiam coraz bardziej. Ze względu na pewną wrodzoną melancholię brzmię jak rwany końmi Robert Smith. Akcent też mam niezgorszy. Tekstów zapominam, zresztą w ogóle tekstów zapominam. Ale za to charyzmy nie można mi odmówić. Tylko - jako się rzekło – publika już nie ta. Nie dzwonią, nie piszą, nie pozdrawiają.
Zawsze wydawało mi się, że mam eklektyczny gust muzyczny. Staram się znać trochę niszowych zespołów folkowych z Kanady, jakichś wyszukanych elektronik z Syberii, punkowych protoplastów z Antarktydy, w ramach alibi dorzucić jakąś Roisin albo Kylie, nie unikać awangardy tak w poważce jak i w jazzie, itd. Tak, by móc potem najebanym szesnastolatkom opowiadać o sobie, a one by mogły nie rozumieć i wychodzić w połowie nie zdania nawet, a słowa, kurwa wasza mać.
Jednak mój gust to jest mały chuj. Jak chuj dajmy na to kreta. Albo chrząszcza. Więc sąsiad słucha muzyki, bo jego sytuacja nie jest najlepsza. Najpierw leci DJ Tiesto, muzyczny odpowiednik niemieckiego niskobudżetowego pornosa z cellulitem i tym czymś, co mi się brzydzi pisać. Potem leci DJ Tiesto, tylko że inaczej się nazywa, ale my przecież wiemy, że to DJ Tiesto w jakimś pobocznym projekcie. Potem leci nowe wcielenie DJ’a Tiesto. Nazywa się to pewnie jakoś inaczej, ale nigdzie nie napisano, że artysta nie ma prawa przyjmować różnych osobowości. Taki MF Doom pisze dissy sam na siebie. To jest prawo artysty, żeby przybierać maski, pozy, wcielenia. Więc po DJ Tiesto leci Abradab ‘Miasto jest nasze’. Ale ja wiem, że Abradab to też DJ Tiesto. Ja nie mam wątpliwości, że nie może być inaczej, kiedy próbuję wreszcie raz kiedyś przeczytać coś ze zrozumieniem, ale szklanka z kawą podskakuje mi na stole i chlupie w ryj. Później leci DJ Tiesto vel DJ Tiesto. Następnie zostaje w Winampie wybrany utwór DJ’a Tiesto w remiksie DJ’a Tiesto (DJ Tiesto edit) i jeszcze krótki live set DJ’a Tiesto z Hiszpanii (23.07.07).
A potem leci Feel. „Jak anioła głos”. Ponieważ każdy ma emocje. Niezależnie od tego jak eklektyczny jest twój gust muzyczny, jak często słuchasz Johna Cage’a, oddajesz się poszukiwaniom rzeczy interesujących, wymagających, czasem ryzykownych – i tak lubisz po prostu dobre piosenki. Piosenki takie, które celną frazą kłują w serce, czy bodaj serducho, tak celnie, że myślisz: Dlaczego na to nie wpadłem! Unikalny wokal też jest w cenie. Liczą się piosenki z melodią po prostu. Po prostu dobre kompozycje. Songwriting, proste teksty.
Mnie najzupełniej nie wadzi sąsiada mego głośne słuchanie muzyki. Skądże. Sam oddaję się temu procederowi. Już nie widzę w tym nic zboczonego. Zwykła, ludzka potrzeba. Jednego się tylko boję. Jeśli mój sąsiad ma nerwy tak zszargane, jakby świadczył rozrzut jego zainteresowań muzycznych, może się to skończyć nieprzyjemnie. Lada dzień może zjawić się z siekierą w moich drzwiach, twierdząc, że wsypałem mu szkła do cukru i w związku z powyższym on mnie teraz pozbawi głowy i czy chcę z lewa czy z prawa. Wiem, co mówię. Mam dość dobry ogląd sprawy. Mam pełną świadomość skąd bierze się tak zwany eklektyczny gust muzyczny.