phil i słońce

Ze wspomnianym już Elvrumem spotykałem się zazwyczaj podczas podróży ku wodom, bo spotkania te wymagają skupienia, o które na co dzień trudno. Elvrum nie jest piosenkarzem, ale takim człowieczkiem, przez którego przepływają prądy, leje się jakaś kaskada nie wiadomo skąd. Te prądy można i bez niego czasem wyczuć między palcami, czasem się zdarza. Ale właśnie zdarza się zbyt rzadko, częściej we śnie. (Ostatnio ze snu wyrwał mnie odgłos wypadku dobiegający przez okno w suficie. Nie mogłem zobaczyć, czy ktoś umarł, bo nie mam widoku na ulicę. I to jest jedna z tych wielu wskazówek, wiszących w powietrzu jak alergeny.) Ale zdarza się. Chociażby ten kot spotkany na pustej jezdni w środku nocy. Dźwiga białego gołębia, jego prosta szyja i śpieszny kroczek. Wygląda jak mrówka ciągnąca pasikonika. Chcę powiedzieć: Spokojnie, stary, nie jadam gołębi. I wiatr, suchy szelest, wydaje się, że skrzydła są z papieru. I wiatr w drzewach. Więc zdarza się to i na jawie. Piękno można zarzucić, przez chwilę jest lepiej, ale ono i tak wejdzie na plecy i chuchnie w ucho.
Widziałem ostatnio Elvruma w Dzień Dziecka, siedział sobie z gitarą. I możecie powiedzieć, że przyklejam mu jakieś swoje pomysły, ale widziałem człowieka onieśmielonego, że mu się wydobywa takie piękno z gardła i spod palców. Ludzie wokół też wydawali się nieco przestraszeni. Wsłuchajcie się w teksty, on wie, że przydarzyło mu się coś dziwnego. Były to niby jego piosenki, ale chyba wiedział, że były to też piosenki niepodpisane, pozbawione autorstwa, należące do wszystkich. Znalazł je w lesie i przyniósł pokazać. Spotkałem człowieczka, który pogodził się, że mu to piękno przychodzi i nie pozwala na wiele, więc poddał się. Odganiał je żarcikiem, traktował lekko, bo wiedział, że nigdzie mu nie ucieknie. Wyobraźcie sobie, że połknęliście pestkę i teraz w brzuchu rośnie drzewo. Tak, zostałem mistykiem. Nie widzę problemu. Całkiem przyjemne uczucie.
In moonlight
Darmowa EP-ka ‘Nobody’s Pefect’ (’O my heart’ najpiękniejsze)
I następna.
