wściekły pies
Będzie czarno:

Wspominam tutaj o książkach kiedy mi się chce, a zazwyczaj mi się nie chce. Tym razem jednak czuję się zobowiązany zapisać to doświadczenie w moim dzienniczku. Proszę czytać Tochmana ‘Wściekłego psa’. Jest to proza waląca między oczy opowiadanymi historiami, ale przede wszystkim dręcząca podskórnie, dzięki robocie czysto literackiej. Ale to nie ćwiczenia z poetyki. Zaiste osobliwą przyjemnością obserwować, jak zza pierwszego planu, na którym dominuje polska wieś raczej mało spokojna i niewesoła, ze zwyczajnego reporterskiego mięsa, błyska co chwila odpowiedź na to pytanie: a skąd zło? A znikąd. Bo to cecha, zasada, właściwość, a nie diabeł z widelcem i ogonem, czy jeden Zły Człowiek. Tochman przyłapuje to zło na jego okrutnych zabawach, bezczelnie uśmiechnięte i pewne swego. Jak wiecie, ostatnio wciągam horrory, a jak nie wciągam to nimi myślę. Ale im dłużej to trwa, tym bardziej dorabiam sobie, szukam w tej konwencji jakiejś ścieżki do piekła. Tego tutaj. Zastanawiałem się jak można realnie przerazić książką. Otóż widać można. Zresztą niezwykle intensywny tekst ‘Więzień’, o jak najbardziej realnym opętaniu i tekst o odpychającym, kabotyńskim, ale i tragicznym T. Beksińskim, przywołują ten klimat, ale biorą cię za łeb i pokazują: zło jest tu, tu i tu. W ‘Dziecku Rosemary’ też nie było szatana. Było wysprzątane mieszkanko i kłamstwa. Historie są osobne, ale układają się w spójną opowieść, wszystkie łączą te same wątpliwości i emocje. Chociażby strach. To główny motyw działania bohaterów Tochmana. To ze strachu rodzi się zło. Najpierw jest los, którego tylko z przyzwoitości nie piszę z dużej, robi się źle. Potem jest strach i robi się jeszcze gorzej. A potem jest jeszcze większy strach i robi się jeszcze gorzej. Wszyscy pójdziemy do piekła. Ale przecież współczujesz im wszystkim, ty do piekła nie pójdziesz. Czytasz jeszcze ostatni tekst ‘Amen’ i twoje współczucie zamienia się we wstręt. I bądź tu mądry, świętoszku.

