Aniołki, robaczki, kotleciki, mam nadzieję, że udało mi się na tyle skutecznie stworzyć blogową tożsamość, że kiedy milczę, to myślicie, że mam depresję, leżę w pustej wannie, palę ćmiki, nawet po zasiłek nie pójdę, broda sięga już drzwi, już oknem zwisa. Otóż nie jest to prawda. Żyję sobie normalnie, z wesołymi i przykrymi urozmaiceniami. Czasem np. widuję się z kolegami, z którymi wypijam dużo alkoholu, po czym mówimy, co wiemy, a wiemy niewiele. Pijemy tak długo, aż na czołach otwierają nam się czakramy jak trzecie oko, buczą i sprawiają, że wszystko wokół faluje i pęka na czarno. Raczymy się dosiąść, by przekonać się za moment, że z tym dosiadaniem już słabo. Wystarczą dwa słowa, by wiedzieć, że tego flow nie podchwycimy. Nieczęsto jednak upijamy się ostatnio, a w każdym razie mniej często. Lubię pisać o piciu bardziej niż pić. Dziwne, ale zdrowe.
Oglądam dużo horrorów w ramach – trwałego, mam wrażenie - nawrócenia na stare fascynacje i fantazmaty. Wychodzi kilka na tydzień, ale raczej trzy niż dziewięć. Mam po temu kilka powodów. Lubię sceny przemocy, zawsze sprawiały mi one sporo przyjemności. Lubię moment, w którym państwo pozytywni przestają się śmiać i zaczynają krzyczeć. Kiedy pojawia się potwór albo psychol. Jako tania kurwa lubię moralną surowość i motyw kary za grzechy.
Poleciłbym tak zwany ‘Blady strach‘ dla przykładu. Z pozoru film o polu kukurydzy i psycholu, ale nie. Właściwie niewiele można powiedzieć, żeby nie spojlować. Nie żeby haczyk zastosowany był szczytem innowacyjności (wymyśl coś lepszego, bucu), ale nie o to chodzi. Krew jest ciemna, barwy są słuszne, w kadrze ciasno, nawet piosenka Muse nie razi. To naprawdę wiele.
Ale bardziej (chyba) poleciłbym ‘Kalwarię‘, też francuska. Na zachętę scenka. Jeśli chodzi o stronę plastyczną – ekran aż śmierdzi obornikiem, błockiem i potem wieśniaków. Sceny zaś mają potencjał symboliczny (tak zwane ‘powiedzieć coś więcej’). Jeśli chodzi o fabułę: opowieść traktuje o tym jak to pan zły bierze młodego pana, co zjechał nie w tym momencie z drogi i robi z niego swoją dawną panią. Sukienka, fryzurka itp. Ponieważ pan zły jest postacią dopieszczoną tak aktorsko, jak i literacko – rzecz zostawia przyjemny niepokój.
Anegdotka: Opowiadałem ostatnio koledze o tym filmie, że musi obejrzeć. Po czym widzę go ostatnio, a on krzyczy u progu, że tego filmu kurwa nie ma, że on wie, papież, kalwaria, 1 kwietnia był, jaja sobie robiłeś, tego filmu nie ma. Wydaje mi się to bardzo zabawne, ale jestem pewien, że was zupełnie nie bawi. Dowcipy trzeba umieć opowiadać, a jak się ciągnie flegmą, to lepiej sobie darować.
Co jest? Jakiś spadek samooceny?
Coś jeszcze chciałem.
Idę, będę pisał częściej (jasne!), w końcu potrzeba wam tego jak tlenu, a ja lubię.
Ps. A! ‘[Rec]‘ doskonały. Lepszy od dwóch rzeczonych.