fabryka

maj 9, 2008

inside

Kategoria wpisu: filmy — p z @ 12:42 przed południem

No tak, żartowaliśmy sobie tutaj z przemocy. ‘Inside’, obejrzany z polecenia Łukasza Orbitowskiego to już nie jest kino, do którego podchodzimy rozrywkowo. Jak podchodzimy, to niedobrze. Chyba, że w samoobronie. Strach, który się tutaj serwuje równa się wypadkowa bicia w najczulsze punkty, sprawy o których się dla spokoju nie myśli. Taki strach płakano-błagający, bym rzekł. A wynika on ze strachu mniej niecodziennego, jeno się w tej głównej psychopatce ziszcza, więc film wywołuje autentyczną litość, trwogę, bunt i cierpienie. Wszystkie cztery naliczyłem. Ostrzegam - jak ktoś chce to obejrzeć – to jest to kino transgresyjne pełną gębą. Jeśli taki zlepek jak’rozwój przez szok’ jest dla was dorabianiem ideologii, to sobie darujcie. Ja tam myślę się czegoś o sobie dowiedziałem. Jakiś czas temu widziałem i wciąż trzyma.

kwiecień 27, 2008

oni

Kategoria wpisu: filmy — p z @ 6:13 pm

I dalej w temacie straszydełek. ‘Ils’jest filmem, który udowadnia, że aby pobudzić metabolizm, czyli spowodować stan zwany ‘kilo w gaciach’ potrzeba całkiem niewiele. Wystarczy domek, kilka zakapturzonych postaci, złośliwa ruchliwa kamera, mrok, latarki, trochę dziwnych dźwięków (dużo frajdy czerpie się z domysłów na temat pochodzenia jednego z nich). No i Państwo Pozytywni budzący szczerą sympatię, a nie banda debili wyciągnięta z podobno rozrywkowych programów na MTV. Dodaj rzemieślniczą perfekcję i masz ty gotowego survivala bieganego w najlepszym stylu. Napastnicy na początku przypominają jakieś ufo albo inne demony, a kiedy w finale okazuje się, że zagrożenie jest całkiem realne, jesteśmy miło zaskoczeni. Mimo, że uprzedzono wcześniej, że historię oparto na autentycznych wydarzeniach. Oczywiście, można się zastanawiać, czy owi tajemniczy napastnicy mają prawo wykazywać się zorganizowaniem godnym oddziału SWAT. Ale tłumaczę to sobie subiektywną perspektywą, w tym sensie, że to bohaterowie nakręcają się sami, tak jak widz się nakręca. Strach jest w głowie. Co do tego oparcia na faktach. Wiadomo jak z tym bywa. Albo zupełna ściema, albo najwyżej absurdalnie podkonfabulowana notka prasowa. Ale podobne rzeczy się dzieją, a ty się dobrze bawisz, pomyśl. ‘Ils’ nie powoduje skurczów, krzyków i podrygów, jak chociażby wspomniany ‘[Rec]‘, żadnych efektów typu internetowe screamery - wyciszenie, atak na oczy, wyciszenie, znowu atak. Raczej stan ciągłego, równomiernego napięcia, klimat osaczenia i przerażająca pustka, przeciągająca się nieobecność napastnika. Ale w związku, z tym-co-się-okazuje, jest szansa, że woń kupki w majtach powróci podczas jakiegoś spaceru po mniej uczęszczanych okolicach. Tylko trzeba się dać oszukać.

kwiecień 22, 2008

co lubię

Kategoria wpisu: filmy, txt — p z @ 2:33 przed południem

Aniołki, robaczki, kotleciki, mam nadzieję, że udało mi się na tyle skutecznie stworzyć blogową tożsamość, że kiedy milczę, to myślicie, że mam depresję, leżę w pustej wannie, palę ćmiki, nawet po zasiłek nie pójdę, broda sięga już drzwi, już oknem zwisa. Otóż nie jest to prawda. Żyję sobie normalnie, z wesołymi i przykrymi urozmaiceniami. Czasem np. widuję się z kolegami, z którymi wypijam dużo alkoholu, po czym mówimy, co wiemy, a wiemy niewiele. Pijemy tak długo, aż na czołach otwierają nam się czakramy jak trzecie oko, buczą i sprawiają, że wszystko wokół faluje i pęka na czarno. Raczymy się dosiąść, by przekonać się za moment, że z tym dosiadaniem już słabo. Wystarczą dwa słowa, by wiedzieć, że tego flow nie podchwycimy. Nieczęsto jednak upijamy się ostatnio, a w każdym razie mniej często. Lubię pisać o piciu bardziej niż pić. Dziwne, ale zdrowe.

Oglądam dużo horrorów w ramach – trwałego, mam wrażenie - nawrócenia na stare fascynacje i fantazmaty. Wychodzi kilka na tydzień, ale raczej trzy niż dziewięć. Mam po temu kilka powodów. Lubię sceny przemocy, zawsze sprawiały mi one sporo przyjemności. Lubię moment, w którym państwo pozytywni przestają się śmiać i zaczynają krzyczeć. Kiedy pojawia się potwór albo psychol. Jako tania kurwa lubię moralną surowość i motyw kary za grzechy.

Poleciłbym tak zwany ‘Blady strach‘ dla przykładu. Z pozoru film o polu kukurydzy i psycholu, ale nie. Właściwie niewiele można powiedzieć, żeby nie spojlować. Nie żeby haczyk zastosowany był szczytem innowacyjności (wymyśl coś lepszego, bucu), ale nie o to chodzi. Krew jest ciemna, barwy są słuszne, w kadrze ciasno, nawet piosenka Muse nie razi. To naprawdę wiele.

Ale bardziej (chyba) poleciłbym ‘Kalwarię‘, też francuska. Na zachętę scenka. Jeśli chodzi o stronę plastyczną – ekran aż śmierdzi obornikiem, błockiem i potem wieśniaków. Sceny zaś mają potencjał symboliczny (tak zwane ‘powiedzieć coś więcej’). Jeśli chodzi o fabułę: opowieść traktuje o tym jak to pan zły bierze młodego pana, co zjechał nie w tym momencie z drogi i robi z niego swoją dawną panią. Sukienka, fryzurka itp. Ponieważ pan zły jest postacią dopieszczoną tak aktorsko, jak i literacko – rzecz zostawia przyjemny niepokój.

Anegdotka: Opowiadałem ostatnio koledze o tym filmie, że musi obejrzeć. Po czym widzę go ostatnio, a on krzyczy u progu, że tego filmu kurwa nie ma, że on wie, papież, kalwaria, 1 kwietnia był, jaja sobie robiłeś, tego filmu nie ma. Wydaje mi się to bardzo zabawne, ale jestem pewien, że was zupełnie nie bawi. Dowcipy trzeba umieć opowiadać, a jak się ciągnie flegmą, to lepiej sobie darować.
Co jest? Jakiś spadek samooceny?
Coś jeszcze chciałem.
Idę, będę pisał częściej (jasne!), w końcu potrzeba wam tego jak tlenu, a ja lubię.

Ps. A! ‘[Rec]‘ doskonały. Lepszy od dwóch rzeczonych.

marzec 18, 2008

good copy bad copy

Kategoria wpisu: filmy, muzyka — p z @ 4:21 pm

W dzisiejszym odcinku pragnę polecić Czytelnikom film „Good Copy Bad Copy”. Jest to świetne wprowadzenie w temat praw autorskich w dobie internetu, czym się je Creative Commons itd.

Można go puścić babci, dziadkowi, mamie, tacie i powiedzieć: Zobaczcie jakie są problemy z tymi komputerami, spalić, byłby spokój. Można zobaczyć ponętne ciało Lawrence’a Lessiga. Mnie bardziej, niż mielenie tych samych kwestii po raz setny, zainteresowały duże wątki poświęcone Nigerii i Brazyli.

W pierwszym kraju mamy Nollywood. Największy rzekomo „przemysł” filmowy świata (1200 filmów rocznie, przy ok. 600 hollywoodzkich, jeśli mnie pamięć nie myli), robiony po sąsiedzku, podług przykazań indie – ideologii, do it yourself, dystrybucja po kosztach, etc. Podejrzewam, że będzie to kolejna po Bollywoodzie zajawka dla kulturalnych studentów. Chyba, że już jest. Nie wiem, nie nadążam. Bollywooda żadnego nie widziałem i jakoś mnie nie ciągnie. Podobno ludzie tam tańczą i śpiewają. Wolę horrory.

W Brazylii poznamy grubego producenta Tecno Brega (czyli techno - obciach). Kuriozalne zjawisko, oparte na zupełnym piraceniu i olaniu copyrightów. Kompleks polski mi się odzywa, bo discopolo i kanikuły wypadają bladziutko przy tej Sodomii i Gomorii. Nie żebym chciał brać w tym udział. Strasznie musi tam śmierdzieć spoconymi kroczami. Tego purytanie z nadwiślańskiego ciemnogrodu nie kochają. Ale jako ciekawostka - ok.

Jest też kilka innych ciekawych wątków i nowinek, o których nie chce mi się pisać. Ale polecam. Trwa to godzinkę, zlatuje szybko, człowiekowi wydaje się, że coś wie.

Strona, napisy, torrent.

styczeń 14, 2008

a ty? jak wspominasz swój pierwszy raz?

Kategoria wpisu: filmy, txt — p z @ 1:23 pm

pierwszy

Mój był piękny jak Kaplica Sykstyńska.

Starsze wpisy »

Blog at WordPress.com.