plum!
Miałem kaszel, więc dawkuję sobie muzykę wspomagającą immunologię. Co więcej, ostatnio nawet rzuciłem się w tłumek fanów Kultu i Pidżamy Porno i wyniosłem ze starcia krew na koszuli. Nadzwyczajne. Pewnie jakiś zły chłopiec zadrapał sobie pryszcze na czole, ale efekt jest. I niebywałe przeżycie, bo w końcu: ‘Jestem stuletnim dziadem. Teraz jestem stuletnim dziadem. Nikt nie wie, czego ja się dowiedziałem.’ Wciąż nie mogę się otrząsnąć. I w związku z tym wygrzebałem z pudełka na buty płytę sprzed wielu, wielu miesięcy, o której dawno chciałem wspomnieć.

Chodzi o ‘Witness of your fall’ kapeli Plum (proszę bardzo, Myspace, załadujcie sobie osiem mega obrazkowych komentarzy). Są to niebywale przyjemne, skomplikowane dość struktury robione za pomocą ogólnego hałasu, gitar i przesterowanego, podcinającego z półobrotu basu i chyba niedokręconych talerzy. Nie znam się na tym, ale wydaje mi się, że hi-haty muszą pracować jak Pac-Man na ostatnim poziomie. I ten. Momentami się panowie mobilizują i robią shellacową matematykę. I inne dziwne rzeczy robią. Na wokalu jest odpowiednio dopasowany pojeb. W każdym razie ortodoksyjni miłośnicy nu-metalu z krwawiącymi pryszczami na czole raczej się nie połapią. W pewnych okolicznościach album znakomity, w obiektywnych - bardzo przyjemny. Miałem iść na koncert, podobno zabijają, ale niestety pomyliłem dni. Teraz już nie grają, pewnie są urobieni po łokcie. Podejrzewam, że pracują w rzeźni, fabryce mączki kostnej, ewentualnie przy ostrzeniu siekier.
