fabryka

styczeń 30, 2008

plum!

Kategoria wpisu: muzyka — p z @ 9:20 pm

Miałem kaszel, więc dawkuję sobie muzykę wspomagającą immunologię. Co więcej, ostatnio nawet rzuciłem się w tłumek fanów Kultu i Pidżamy Porno i wyniosłem ze starcia krew na koszuli. Nadzwyczajne. Pewnie jakiś zły chłopiec zadrapał sobie pryszcze na czole, ale efekt jest. I niebywałe przeżycie, bo w końcu: ‘Jestem stuletnim dziadem. Teraz jestem stuletnim dziadem. Nikt nie wie, czego ja się dowiedziałem.’ Wciąż nie mogę się otrząsnąć. I w związku z tym wygrzebałem z pudełka na buty płytę sprzed wielu, wielu miesięcy, o której dawno chciałem wspomnieć.

Chodzi o ‘Witness of your fall’ kapeli Plum (proszę bardzo, Myspace, załadujcie sobie osiem mega obrazkowych komentarzy). Są to niebywale przyjemne, skomplikowane dość struktury robione za pomocą ogólnego hałasu, gitar i przesterowanego, podcinającego z półobrotu basu i chyba niedokręconych talerzy. Nie znam się na tym, ale wydaje mi się, że hi-haty muszą pracować jak Pac-Man na ostatnim poziomie. I ten. Momentami się panowie mobilizują i robią shellacową matematykę. I inne dziwne rzeczy robią. Na wokalu jest odpowiednio dopasowany pojeb. W każdym razie ortodoksyjni miłośnicy nu-metalu z krwawiącymi pryszczami na czole raczej się nie połapią. W pewnych okolicznościach album znakomity, w obiektywnych - bardzo przyjemny. Miałem iść na koncert, podobno zabijają, ale niestety pomyliłem dni. Teraz już nie grają, pewnie są urobieni po łokcie. Podejrzewam, że pracują w rzeźni, fabryce mączki kostnej, ewentualnie przy ostrzeniu siekier.

styczeń 24, 2008

pięknie płaczą amerykanie

Kategoria wpisu: txt — p z @ 9:14 pm

Ależ pięknie płaczą Amerykanie!
Przeciętny Amerykanin ma tak, że:

1.przychodzi
2.zagląda do barku
3.nalewa sobie czegoś, trochę
4.coś zje
5.tv włączy, wyłączy
6.posłucha muzyki
7.zapali
8.otworzy okno
9.popatrzy na drzewa
10.położy się na łóżku
11.płacze
12.myje się
13. idzie do sklepu po masło i gazetę
14.poczyta gazetę
15.itd.

Widziałem to już w kilku książkach. Podoba mi się taki model amerykański, jest wysoce utylitarny. Pozwala zaoszczędzić czas i siły. Nigdy tam nie byłem, ale kilku moich znajomych tak. Jakoś nie mam odwagi, żeby zapytać, czy ludzie naprawdę tak tam płaczą. Hłasko też tak płakał, ale Hłasko był Amerykaninem.

Bajka o panu Skorupce.

Pan Skorupka mieszkał w wielkim zamczysku na wzgórzu nade wsią. A we wsi ludzie go nie kochali, bo był obrzydliwie bogaty i wcale nie musiał porywać dziewic, bo same przychodziły. Poza tym pan Skorupka był ekscentrykiem i łatwo się nudził, ponieważ należy być ekscentrykiem, mając tyle pieniędzy. I postanowił zrobić sobie pokój wypoczynkowy, ale nie wiedział, na co się zdecydować, więc wymyślił co następuje. Wyburzyć jedno piętro zamku i zrobić tam sto pokoików, w układzie dziesięć na dziesięć. I w każdym pokoiku cztery pary drzwi (4 drzwi), albo trzy pary (3 drzwi) w tych po brzegach, albo 2 w tych w rogach. Rozumie się samo przez się. W tych drzwiach zrobić judasze. A każdy pokoik urządzić inaczej. W jednym wanienka, w drugim Xbox, w innym łóżko wodne, jakaś biblioteczka ze wszystkimi komiksami świata, gdzieś stół bilardowy, gdzieś jakiś obraz, jakiś audiofilski zestaw hi-fi i wszystkie płyty dajmy na to U2 (niektórzy słuchają U2), jakaś mata do jogi, i tak dalej. I zaczął pan Skorupka w pokoju pierwszym, na wygodnym tronie, oglądając ukochaną ‘Casablankę’, ale szybko mu się znudziło i zajrzał przez dziurkę, do sąsiedniego pomieszczenia. A tam maszyna do masaży stóp, a kochał pan Skorupka masaże stóp. Ale mu się znudziło i zajrzał obok, a tam sama czekolada. Ale się znudziła czekolada i zajrzał obok, a tam puch w basenie, a kochał się pan Skorupka tarzać w puchu. I tak dalej, i tak dalej, całymi dniami. Finał jest taki: pan Skorupka zagląda przez judasza i widzi tron wygodny, i ‘Casablankę’, scena jak Bogey siedzi i chla, a Sam gra. I wtedy pan Skorupka chce tam wejść, ale zaczyna płakać i umiera z głodu. Podobno nadal straszy.

Bajka jest do niczego. Wymyśliłem ją pod morał, który też jest do niczego, bo miałem nadzieję, że dzięki niej będzie mniej do niczego. Brzmi on: Lepiej nie myśleć o miejscach, w których już się nie jest, choć wydają się piękne, bo tak naprawdę były o wiele mniej piękne. I na pewno w którymś z nich myślało się o tym miejscu, w którym jest się teraz.

Z czego można wyprowadzić dalszy wniosek, ale jaki, to byłaby już obraza.

Drugi morał to, że lepiej wyjść i coś porobić, niż wymyślać słabe bajeczki.

Ależ pięknie płaczą Amerykanie!

styczeń 18, 2008

wyrzucili.

Kategoria wpisu: malarstwo, txt — p z @ 9:05 pm

Zatem major profesor Gross na ustach rodaków (państwo pamiętają: wyrzucili). Sam widziałem pana, który tak się przezeń rozognił, że aż usiadł na własnych okularach. Wypadałoby więc nawiązać. Prace tego artysty były już tutaj prezentowane. Miałem okazję go ujrzeć. Płaszcz czarny miał, laseczkę, kapelusik, rękawiczki, na okularach w czarnej oprawce wielkie okulary o żółtych szkłach. Brwi tak krzaczaste a smoliste, że chyba nieprawdziwe. Od idiotki zwyzywał koleżankę, czym pozyskał sobie moją sympatię. My, artyści, musimy się chwytać różnych sposobów, mówił. Chciałby się rzec: Nie tylko wy! I powtórzyć tonem mierzącym w otchłań: Nie tylko wy!

Sześć sztuk:

11.jpg

12.jpg

13.jpg

14.jpg

15.jpg

16.jpg

styczeń 14, 2008

a ty? jak wspominasz swój pierwszy raz?

Kategoria wpisu: filmy, txt — p z @ 1:23 pm

pierwszy

Mój był piękny jak Kaplica Sykstyńska.

styczeń 6, 2008

błogosław panie noworoczne podsumowania

Kategoria wpisu: muzyka — p z @ 6:15 pm
Starsze wpisy »

Blog at WordPress.com.