fabryka

grudzień 26, 2007

control i inne

Kategoria wpisu: filmy, muzyka — p z @ 9:19 pm

Na skutek tymczasowej śmierci cywilnej wziąłem się za filmy. Jeśli na jakiś czekałem, choć czekanie na jakikolwiek film wydaje mi się mocno podejrzane, był to ‘Control’. Z grubsza wiedziałem, czego się spodziewać. Smutny Ian chodzi w prochowcu po czarnobiałym ekranie, pali fajki, Manchester bardziej manchesterski od samego siebie i poza tym pocztówki: koncert Sex Pistolsów, miłość, dziecko, Tony Wilson, kilka sławnych gigów, wieszanko, muzyka, muzyka jest najlepsza. Ale nie bądź taki pan wycofany krytyk. Łezka się w oku kręci, bo rzecz nakręcona smacznie, z uszanowaniem ciszy, zagrana wręcz wyśmienicie. Jakoś tam kojarzy się ‘Wojaczkiem’. Chyba tak powinno się robić filmy o ludziach zakażonych tym ścierwem. Bez zbędnego komplikowania, dać głos ich dziełu i powoli do finału. Plus abstrahując od legendy, sam motyw epilepsji - znak utraty kontroli, piętno, które przypałętało się na porodówce i teraz sobie to miej, tańcz sobie; transcendencja, na którą są pigułki. To się podoba szalenie, jak się na to patrzy zza szyby. Panie Curtis, pan jest mitem większym niż pieprzony Prometeusz. Dobrze, że pan tego nie widzi. Z filmu dowiemy się także, że Martin Hannett wcale nie był tłuściochem, jak pokazano to w ‘24 Hour Party People’.

Muzycznie staram się minimalizować doznania: Deadbeat - ‘Wild Life Documentaries’. Temat słabo mi znany, więc słucham sobie i dziwię się jak wiele dobra da się wyciągnąć z niby nudnej dubowej motoryki. A słucham pod słówka. Jednak czytanie stało się u schyłku tego przeklętego roku czynnością bez mała religijną, więc nawet nie wypada o tym mówić.

grudzień 22, 2007

w pewnym wieku ludzie zaczynają czytać gazety od końca

Kategoria wpisu: tvc15 — p z @ 1:15 przed południem

Nie piszę tu, zresztą już tak naprawdę od dawna, ponieważ jestem gołowąsem pociesznie smutnym i ponurym, co nie mówi. Poza tym wolę kisić, na skutek czego coś się ukisza.

Telewizji też nie oglądam, już nawet nie trochę, już nic, bo to świat z drugiej, tej dużo większej, strony marginesu. Doskonała jest tam zabawa. Takie życie po prostu. Po prostu się żyje, nie pierdoli, się żyje po prostu. Wiecie. Już wam ktoś tak mówił, obszczekiwał swoje małe szczęście jak pies na łańcuchu.

A oglądałbym, gdybym był Niemcem:

Konteksty lokalne i globalne czytelnik dobierze sobie wedle uznania.

grudzień 11, 2007

now i wanna be your grabarz

Kategoria wpisu: malarstwo — p z @ 5:04 pm

grr

grudzień 2, 2007

druga książka jaką ukradłem

Kategoria wpisu: książki, txt — p z @ 4:07 pm

Druga, a może ósma, książka jaką ukradłem to ‘Zaproszenie na egzekucję’ Nabokova. ‘Zaproszenie’ zwinąłem z filii Raczyńskich przy rynku. Wiem, okradanie instutucji użyteczności publicznej jest złe, choć społeczna szkodliwość tego czynu nie jest chyba zbyt wysoka i do więzienia bym nie poszedł.

To było proste. Filia jest duża i ma dużo zakamarów. Mógłbym wynieść wiele więcej, ale nie mam już serca. Tam jest dużo dobrych książek z literatury światowej. Czyn był tym bardziej podły, że wcześniej tę książke wypożyczyłem, przeczytałem i bardzo się zachwyciłem. Pamiętam tylko pająka. Chciałem ją mieć. Położyć sobie. Oddałem, wypożyczyłem niebieskie ‘Opowiadania’ tegoż autora, przeczytałem kilka, oddałem i przy oddawaniu zwinąłem ‘Zaproszenie’ oraz wypożyczyłem bodajże ‘Pnina’. Albo co innego. Dużo wtedy czytałem tego autora. Myślę że pani wiedziała, kto to zrobił. Patrzyła znacząco, kiedy znowu się tam pojawiłem, ale nic nie powiedziała, bo jestem wysokim mężczyzną, mam parszywy ryj, kobiece usta i duży nos, którym mógłbym ją wciągnąć. To jej spojrzenie mnie poruszyło, myślałem nawet, żeby potajemnie podrzucić tę książkę na półkę. Bycie szlachetnym wymaga jednak wysiłku, a tego nie kocham, chyba że chodzi o pieniądze.

Teraz czytam trochę mniej, bo pani przedszkolanka powiedziała, że jak nie będę leżakował, to powie mamie. Szczególnie mniej zażywam takiej literatury pięknej, bo chcę się także czegoś dowiedzieć o świecie. Nade wszystko jednak cenię sobie kontakt fizyczny z książką. Wcześniejsza platoniczna miłość do literek przerodziła się w wyrachowane, erotyczne gry i zabawy. Piękne są grzbiety okładek twardych i matowych, wypukłe, gładkie i zgrabne. Gładzenie ich palcem daje mi dużo radości. Pięknie są grzbiety starych wydań kieszonkowych, wytarte, włochate, idealne do skubania paznokciami i wargami. Takie jest właśnie to ‘Zaproszenie’. Brudne w dotyku, małe, upodlone i posłuszne dłoniom.

Póki co nie czytam książek dwukrotnie. Może przyjdzie na to czas. Odkładam je sobie. Nie mam jakoś dużo. Wiele zaginęło w wichrach historii. Jeszcze nie da się z nich zbudować igloo. Ten projekt nęci. Igloo z książek na środku pokoju. W środku palenisko i garnek z zupą. Dużo czosnku na wampiry.

Blog at WordPress.com.