Jest coś rozczulającego w tych stenogramach. Jakaś taka urokliwa niewinność. To silenie się na luzik i prawdziwą złodziejską kminę. I co chwila, co? Ale który? Ten? No ten? Tamten? Łysy? Gruby? Który gruby? Ano ten, co hamował tam lata. Jak zastraszone dzieciaki z dobrego liceum, które trafiły na grilla u kolegi dresa i silą się na grypserkę. Widzę w tym przejawy tęsknoty za jakimś czasem odległym, kiedy się po podwórkach biegało, za garażami spiskowało, panienki wyrywało za pośrednictwem sitwy koleżków i złotych myśli. Ziobro tutaj chyba robi za bezrobotną mamę, która cały dzień siedzi w oknie i pilnuje, żeby nikt nie palił fajek, choć i tak wie, że rano ktoś jej wykradł cały bilon z torebki. Pan Prezydent RP to z kolei urobiony po uszy tata, prawie nie ma go w domu, ale już obiecał, że przyjdzie i złoi dupy szpicrutką. Zabawne tak, jak zabawne mogą być te poważne w sumie sprawy.
Cieszy ten rozwój technologii, dzięki któremu co jakiś czas mamy dostęp do literatury najwyższych lotów z jedyne złoty pięćdziesiąt albo i w cenie łącza. Bo co by nie powiedzieć, minister kultury wydaje się powoli zbędny. Roli ministra edukacji też bym nie przeceniał. Niech się jeno każden jeden poseł zaopatrzy w dobry dyktafon, niech monitoringi rosną w siłę, a polska proza wejdzie w swój złoty wiek.
Nieuważny czytelnik mógłby takiemu nowemu modelowi prozy polskiej zarzucić doraźność, nadmierne ciągoty publicystyczne, czy wreszcie odurzenie językiem potocznym. Musiałby przyznać jednak, że to ostatnie jest pewną zdobyczą, bo usprawiedliwia wygłaszane przez prostego człowieka jak ja, czy ty, deklaracje typu: ‘Te kurwy kradną’. Już nie musi się człowiek prosty czuć tak prosto.
Ale zważ pociągowy, pośpieszny czytelniku na to, co ukryte pod intrygą! Zwróć uwagę, na te metafizyczne niedopowiedzenia, białe plamy i sfery niedookreśloności i doceń moralną wymowę tej literatury.
Raz:
W tym miejscu przenieśmy się o godz. 23.25 do jednej z wind. Jest to winda, do której wsiadł pan Ryszard Krauze w towarzystwie obcej, nieistotnej dla sprawy osoby na piętrze jego firmy. Państwo widzicie to od momentu, kiedy już tamta osoba wysiadła. Pan Ryszard Krauze wyjeżdża na 40. piętro, a więc na piętro, na którym wynajmuje apartament o numerze 4020, tzw. apartament wiceprezydencki.
Dwa:
NN: Proszę tylko słuchać. Mówi pański znajomy od śrub w samochodzie. Od odkręconych. Jest prośba, żeby podjechał pan do małżonki szefa i powiedział, że może mieć gości z CBA.
Kornatowski: Dobra.
NN: Tak, żeby podjechać i krótką informację przekazać.
Kornatowski: Dobra, już jadę.
I wreszcie najistotniejsze, trzy:
Dorota: No, ale ja mówię, jakie on przysługi oddaje, tak. Że on powoła się na samego diabła. Zresztą jak on topi wszystkich ludzi wokół. To już jest skrajna gra, po prostu - wiesz, no gra.
Kto pamięta ‘Kordiana’ powinien dostrzec to subtelne nawiązanie. Nie żebym był taki mądry i oczytany, ani tym bardziej żył romantyzmem. Pamiętam, bo kazali pamiętać. Ja bym wolał pewnych rzeczy nie wiedzieć, bo zaczynam się bać. Przyznać jednakowoż należy, że tożsamość owej tajemniczej postaci z dramatu ‘W układzie z Trójmiasta’ jest oczywista i ma swój równie oczywisty rodowód. Toż to sam Szatan, stojący na uboczu, pociągający za sznurki. W oku kamery wygląda jak wrząca, humanoidalna plama mroku. Jego głos w słuchawce jest zawsze przepuszczony przez delay. Szatan od śrub w samochodzie. Państwo widzicie. Czarci taniec trwa. Piekło dalej lubi bale, ono wytrwa w swoim szale.