fabryka

czerwiec 22, 2007

zrób mi jakąś krzywdę itd.

Kategoria wpisu: książki — p z @ 7:52 pm

Przeczytałem w końcu Żulczyka, włączyłem ‘Gigantic’ i nie bardzo wiem co powiedzieć. Jestem pod wrażeniem, serio. Koktajl z faz, które męczą wielu i mnie też, złodzieju. Ukradłeś moje fazy. Książka – piosenka o miłości. Szukanie tej autentycznej emocji jak z piosenek Sunny Day Real Estate w tym gabinecie luster, który robi twoja głowa, kiedy nagle okazuje się, że to co robisz, robiłeś już przynajmniej sto razy, ale nie masz najmniejszego zamiaru przerywać. Albo widziałeś to na filmie, ale kurwa nie chcesz przestać. Jakaś ciężka pokoleniowość tego co tam się dzieje, zakreślenie granic nowej mitologii, skatalogowanie niezbędnych dla porozumienia rekwizytów i umieszczenie ich w tym Pokoju Pamięci. Jeszcze tak dobrze zrobionego tego nie widziałem, bo i gdzie niby, może u Śledzia. Symptomatyczny dla nas nałóg zupełnie chaotycznego namecheckingu, który nie wiem, ma nas zbawić, uratować nam dupy. Żeby się przez chwilę poczuć cieplutko w miłej opozycyjnej i uświadomionej zbiorowości, która wie co robi i nie idzie na złamanie karku w starość, bo zna te kilka piosenek. Nie obawiam się pisać ‘nas’, ‘my’, bo ta książka, to jest naprawdę coś z ciśnieniem na uniwersalność, coś spajającego kilka wiązek obsesji w zgrabną, dowcipną i melodyjną napierdalankę. Witalność jaka siedzi w tej przeładowanej informacją frazie też mówiąc najogólniej tarza. Versus śmierć i starość łypiące zza fasady popkultury jak ten snajper-zakonnik. Końcówka zabija. I co z tego, że to w połowie ukradzione z USA i zrobione po polsku, skoro uczciwie i bez krygowania się. Ten wannabizm to jest przecież organiczna cecha życia dwudziestokilkulatków, mam wrażenie, poprawcie. Pięknie się to trzyma kupy. Happy Pills nie nagrywali dla 4AD, a Poznań to nie pierdolone Seattle.
Szacunek. Czekam na więcej.

czerwiec 16, 2007

piętro 9, pokój nr 89 na przykład. równoczesny orgazm to kwestia techniczna.

Kategoria wpisu: tvc15 — p z @ 12:58 pm

czerwiec 15, 2007

koszulka z myszką miki

Kategoria wpisu: txt — p z @ 3:07 pm

Ostatnio pojechałem do wód, gdzie słońce jest trochę mniej śmiertelne i gdzie jest lepiej kotu. Tutaj śmierć czai się zaraz za progiem, wychodzisz i udar z miejsca, tym bardziej kiedy ta wczorajsza wstydliwa suchość w ustach. Orzech za oknem marszczy się i kurczy. Drzewa w mieście mają przesrane. Są oczywiście przyjemności tych miesięcy. Na przykład trąbki i saksofony lepiej się rozchodzą w powietrzu. A kiedy wieje wiatr i drzew zaczynają szeleścić, wygląda to jak podmuch od jakiejś eksplozji tuż za węgłem. To też jest przyjemne. I nieśmiertelne butelki mineralnej z dziesiątkami wściekłych niewidzialnych rybek, kiedy mocniej stąpniesz. Musztarda z gorczycy zamiast kawioru plus ciągle pełna wanna z chłodną wodą. W ogólnym rozrachunku chyba te miesiące najbardziej cenię i je chyba najlepiej pamiętam.

W takie miesiące Czesiu, który mieszkał u wód od zawsze, chadzał na bosaka po gorącym piasku, w koszulce z myszką miki z paczek z Ameryki. Tą starą myszką. Wręcz Warholowską, choć Czesiu miał Warhola gdzieś.

miki

Zawsze zazdrościłem mu jej, bo taką samą miał Damon Albarn w klipie do ‘Song 2’. Ja bardzo lubię koszulki, jest to jedna z moich licznych słabości. Ale nigdy nie odważyłem się, żeby kupić ją od Czesia, a pewnie by mi dał za browara. Ale byłoby to jakoś w stosunku do niego nieuczciwe, nie wiem, jego słabość była chyba jednak większa. Poza tym, że Czesiu się nieraz obsikiwał, nieraz robił przecież kupę w majty, a nade wszystko wlewał w siebie te wińska i trawił je, i wypacał w odzież, i wypijał, itd. I padał potem tu i tam. Nie wiadomo czy ta koszulka nie byłaby już sztywna i łamliwa. Nieraz wracałem napruty znad jeziora nad ranem, i widziałem Czesia jak poległ pod płotem. Kiedyś moja ciotka podlewała coś rano i zmoczyła go wodą z węża od stóp do głów, to on powiedział, że on to pierdoli i będzie leżał, nawet jak ona go utopi.

I snuł się, folklor miejscowy, nieporadne dziecko, święty idiota, a jego braci znajdziesz wszędzie i znasz na pewno chociaż jednego. Mówili, że Czesiu miał bardzo opiekuńczą matkę, która myła go z tych kup i womitów. Bo trzeba przyznać, że był najbardziej zadbany spośród towarzystwa. Przed teleekspresem rzecz jasna. Podobno im się poprawiło z matką, kiedy umarł jego stary, straszny kutas. Ale Czesiu był już stracony, mimo tej poprawy, Czesiu miał już misję i matka o tym wiedziała. Bo w całej tej puli ludzi jest część, która idzie na przemiał, żeby te wielkie kangury w kapeluszach siedzące na chmurach i trzymające sznurki miały co nosić w swoich torbach. Chyba coś popieprzyłem.

A kiedyś w niedzielę, kiedy do wód zjeżdżają się prawdziwe tłumy, a miejscowi jadą do kościoła, i potem jak wszyscy wracają po mszy o jedenastej to są niezłe korki, to wtedy Czesiu zrobił swój mały Sąd Ostateczny. Stanął na środku jezdni i wskazywał wszystkim kierowcom, by zjechali na łąkę. I oni zjeżdżali, wpadali w bagno i szli na dno jeden po drugim, do samych piekieł. A Czesiu stał na środku jezdni, zawiany i władczy. Jedna ręka w lewo na łąkę a druga w górę, w samo niebo, dla tych dobrych. I wierzcie lub nie, ale ci którym wskazywał niebo też wzlatywali, pokazywali swoje pordzewiałe podbrzusza i czwórkami, mama, tata, siostra, brat, czwórkami do nieba szli. A kiedy jezdnie się wyludniły, Czesiu otrzepał ręce, czknął i poszedł napić się jeszcze troszynkę, bo upał dał mu w kość.

No dobra, wszyscy doskonale znają tę konwencję. Ale co z tego. Są ludzie, którzy zasłużyli sobie na takie obrazki. Czesiu zasłużył sobie jak nikt.

Pewnie się domyśliliście. Ostatnio usłyszałem, że wszedł na dach, bo czasem łapał jakąś robotę na budowie i się spierdolił. Tak właśnie mi powiedziano:

- Czesiu nie żyje. Wszedł podobno na dach i się spierdolił.

czerwiec 5, 2007

mój mejl po prawej

Kategoria wpisu: tvc15 — p z @ 12:23 przed południem

czerwiec 1, 2007

meduzy, palau, mikronezja

Kategoria wpisu: tvc15, txt — p z @ 3:05 przed południem

I pochylasz głowę, zjeżdża ci, zjechała już poniżej pianki i wtedy widzisz, że jednak mimo tych wszystkich fajnych i wesołych gadek ni chuja, stary, otaczają cię tylko meduzy, nie ma szans, nie licz na to. Wszystkie piękne i wspaniałe meduzki mają już kandydatów na mężów albo mężów, wszyscy piękni i wspaniali meduzowie pragną już znaleźć spokój i wszyscy pójdą ze swoimi wybrankami w swoje światki, będą jedynie obszczekiwać swoje zaklęte kręgi z mebelkami, szczekające pary meduz i ich małe meduzki, patrz jak patrzy, czy akceptujesz jej meduza, nie licz już na znaczniejszy na ruch w interesie, za tą linią nic się już nie będzie wydarzać, ale ostatecznie na dno idzie się i tak samemu i nie wygląda się ładnie, i nie jest się dowcipnym jak dziś, a ty byłeś wyjątkowo ładny i dowcipny, więc najwyraźniej jeszcze nie czas.

Blog at WordPress.com.