fabryka

marzec 30, 2007

chaotyczne akty bezsensownej przemocy

Kategoria wpisu: filmy, książki — p z @ 5:01 pm

I tak na przykład z serii ‘recenzje książek, których nie czytałem albo nie pamiętam’ ‘Chaotyczne akty bezsensownej przemocy’, na którą niebywale się grzałem, gdyż po pierwsze tytuł jest tak mistrzowski, że jak wymyślisz taki tytuł, to już właściwie masz napisaną książkę, po drugie niby ulubiony pisarza W. Gibsona. I pomysł na książkę też świetny, weź dwunastolatkę i jej dzienniczek, wrzuć ją w przyszłość, rozpadający się NY, kryzys ekonomiczny, jakieś junty na ulicach, gangi dziecięce, dojrzewanie w trybie fast forward, szukanie płciowości, źli ludzie, źli dorośli wariaci. No i tak czytałem, napięcie rosło, coś się tam podskórnie działo po tym ugładzonymi notatkami dzienniczka, w tym sensie, że niedobry świat tylko wyziera od czasu do czasu, ale jeszcze Lola wszystko trzyma tą swoją niewinnością, nie wszystko zostaje nazwane. I jedyne do czego mam zarzut, to że nie pękło należycie, że eskalacja przemocy była wystarczająca jak na moje osobiste potrzeby. Miałem nadzieję, że się zacznie naprawdę ostre piekiełko, ale Womack chyba się nieco bał grafomanii, jakiegoś popuszczenia cugli. Jest do dupy, jak czekasz na tąpnięcie, ale się nie doczekowywujesz, ostatnia strona, niby krwawa zemsta na złym pracodawcy starego, ale jednak zbyt mało to chaotyczne i zbyt mało bezsensowne, nie ma jatki. Książka jest świetna, nic nie mówię, co Womack może za jakieś moje projekcje, ale dać mu jakiegoś chipa neobrutalistycznego i bym kochał. I żeby jeszcze bardziej wjechał na język przy końcu, chociaż niby zachodzi tam jakaś przemiana, znikają przecinki, wchodzi slang, ale jakoś tak nie do końca, słabo. Może to zginęło w przekładzie, nazwisko Łoziński po tym tłumaczeniu Tolkiena z Bilbem Bagoszen jest jakby z deczka podejrzane. Ja tam nie jestem jakimś fetyszystą języka, to znaczy mi się wydaje, że ten podział i odwieczna wojna młodopolskawych napierdalaczy i eksperymentatorów kontra zdyscyplinowanych męskich prozaików, wykrzykujących raz po raz „opowieść!”, „historia!”, „warsztat!” to dla mnie trochę zbędne. Wszystko ma swoją funkcję, i bełkot, i nuda, i fabuła, i jej brak. Jak nie widać co po co, to czytelnik jest za głupi, albo za głupi jest autor. To są właściwie trochę czary, ale już widzę tych racjonalnych recenzentów z gazet i ich twarde opinie, stałe kryteria, że tu brak obowiązkowych trzech punktów kulminacyjnych, a tu coś. Te dyskusje czym co jest, a czym co nie jest, dlaczegóż, a po cóż. A ja już wszystko wiem, przerzuciłem się na inteligencję czystą, wtórne naturszczykostwo i proste wyczucie zajebistości. Jestem młody, muszę się wyszaleć. Nie ma się co spinać, tylko smaczek sobie ostrzyć. A nie oceniać się nie da z drugiej strony, nie oszukujmy się, gwiazdki muszą być, ja rozumiem, że rozumieć mamy chcieć, ale co zrobić jak nie ma co rozumieć. Jak masz jakieś tezy rozpisane na książkę, pociągnięte gładziutkim stylem, nieważne jakie, czy ideologiczne, antropologiczne, jakieś teoretyczno-literackie, czy inne, to nic z tego nie będzie, te wszystkie bezduszne giereczki pomo dla samych giereczek, feministyczne parabolki, albo staranne smutne dowody na działanie mechanizmu wykluczenia. Specjalnie unikam nazwisk, żeby uniemożliwić ewentualną polemikę moim nie tak licznym jak kiedyś, choć coraz liczniejszym, aczkolwiek wciąż niezadowalająco, i chyba nie tak licznym jak na poprzednim blogu, na którym pisałem o tajemnicach alkowy, choć wkrótce zapewne liczniejszym, to znaczy mam taką wielką nadzieję, czytelnikom. O czym to ja miałem? Jakby Womack zrobił przełamanie, bramy piekieł rozwarł, byłoby mega. Niby coś takiego jest na samym końcu, ale właśnie się wtedy kończy.

history

A wczoraj obejrzałem ‘Historię przemocy’ Cronenberga. I tam sprawa jest jakby podobna. Mamy amerykańską rodzinkę na prowincji, dobrego tatuśka, który okazuje się zabijaczem. I to jest dobrze ostro zestawione, leniwa mała ojczyzna kontra charakterystyczne wejścia z rozwalonymi ryjami, które się jeszcze ruszają w żuchwie, assassinowskimi technikami i w ogóle sceny akcji, co wyglądają jak cytaty na tej wsi i tak dalej. Ogólnie fajny film nawet, przemoc na ekranie wygląda lepiej. Lubię jak ktoś komuś rozpierdala głowę i potem ma krew na koszuli i twarzy.

Ps. Swoją drogą, zastanawialiście się kiedyś, jakimi ćpunami muszą być ludzie, którzy wymyślają okładki ambitnych serii wydawniczych Kameleon i Salamandra?

marzec 21, 2007

prolegomena do internetyki

Kategoria wpisu: tvc15, txt — p z @ 9:24 pm

Youtube zabija blogi. Kiedyś człowiek, żeby opisać jakoś stan ducha, wyzewnętrznić te wszystkie te i tamte co tam ma, spokój, niepokój, radość, smutek, to musiał znaleźć jakieś słowa, coś tam jakąś historyjkę naokoło tego wszystkiego opowiedzieć, by uchronić się przed uwalaniem w nieprzystojnej konfesji, ukryć personalia, zaszyfrować to i owo, to i owo wywlec i przekręcić, coś tam przemycić, żeby wroga anihilować, sąsiadowi zniszczyć, byłej dopiec i zajść za skórę, przylansować cytatem, jakimś oka puszczeniem się ubezpieczyć i było to jednak trochę roboty przy tym. Lecz minęła już atmosfera tamtych czasów. Teraz człowiek bierze skacze sobie po filmikach i prędzej, czy później coś go chwyci, coś, co mu celniej opisze, o co w tym wszystkim w ogóle biega tak pokrótce. Ja nie wiem, co jest lepsze, czy lepiej było kiedyś, czy teraz jest lepiej, chyba normalnie było, jest i będzie. Tylko zawsze czuję strach, że jak coś znajdę i daję linka to to taki klasyk jak Borewicz, a ja jestem lamus i nie wiem, bo nie nadążam. Borewicza widziałem pół roku temu. Ale nie to żaden paraliżujący strach, bez przesady. Właściwie mam to gdzieś. Chyba już o tym pisałem, albo o czymś zbliżonym, ale chciałem podjąć tę tematykę jeszcze raz z trochę innej perspektywy.

W każdym razie sprawa jest poważna, słowo pisane umiera. Natomiast my, dla których słowo pisane było matką, żoną i kochanką, jesteśmy jak ubecy z ‘Psów’, stoimy na jakimś zadupiu i wrzucamy do ognia nasze niewydane powieści. Na śmierć idziemy. Ave Caesar! Podobno nawet będzie tv w p2p przez torrenty, dzisiaj czytałem. I w ogóle nastąpił koniec literatury. Zmieniam profil bloga. Teraz to jest profesjonalna strona dla fachur. Teoria internetu, technologia, nowe media, urbanizm, i-pody, wszystko, co chcecie, mp3, p2p, wav, cbr, cc, mpc, m5s, rf2, 2lw, riff, 9ui, ojd, wye, 8xi, lpr, op, po3, 2sd, xr, u3, wszystko. Żyjemy w czasach wielkich przemian, że nic nie będzie już takie jak kiedyś. Będę zatem opisywał pełno nowych gadżetów i udawał, że je sobie kupiłem. Procki chłodzone pepsi, pluszowe klawiatury, monitor i akwarium w jednym, obudowy z wibratorem i sztuczną cipą z pompką i inne takie. I nikt nie będzie wiedział, że nadaję z mojej chałupy z klepiskiem i strzechą, stara doi krowę za ścianą i pierze w rzece na kolanach, a ja się patrzę w zielony monochromatyczny monitor mojego PC/AT, częstotliwość odświeżania wynosi z 5 hertzów, więc mam czas żeby się zastanowić po każdym słowie. Notki są więc wyważone i przemyślane, nie to co wcześniej.

A teraz wytłumaczę o czym jest ta notka, jaki jest przekaz intymny. Więc o tym, że nawijasz, nawijasz bez ładu i składu i w pewnym momencie zadajesz sobie pytanie zasadnicze: Na chuj nawijasz tyle, skoro chodzi ci tylko o to, żeby wkleić filmik? Na chuj tyle nawijasz? Przestajesz, rozglądasz się. Jeszcze ci własne słowa szumią we łbie. I tak siedzisz na gołej, obitej dupie, przywiązany do pręgierza, z pyrą w paszczy, wysmarowany krowim gównem, z uśmieszkiem przestraszonego skacowanego debila. Widzisz jak pani talkuje dłonie, państwo patrzą, widzisz kosze pełne zgniłych jaj i się troszkę nieco zastanawiasz, co ja takiego właściwie powiedziałem? czy dostanę szklankę wody? a może by deszczyk spadł coś? Ja tylko filmik chciałem dać, filmik, filmiczek, filimiciątko.

marzec 16, 2007

niebiańska kylie

Kategoria wpisu: muzyka, txt — p z @ 2:20 pm

Nic, kurwa, NIC nie wiesz o popie, jeśli nie leżałeś sam tamtej dusznej nocy, piłeś to wino z gwinta, żułeś te oliwki, zerkałeś na dwa puste kieliszki. Nic, kurwa, NIC nie wiesz o popie, jeśli nie włączyłeś wtedy koncertu
Kylie.Minogue.-.Live.In.London.(Money.Cant.Buy).[SatRip].[WwW.LiMiTeDiVx.CoM].By.Regenzy –
promującego Body Language, jeśli nie wziąłeś wtedy płyty kupionej na wyprzedaży w MediaMarkcie za 9,90, bo pracownicy biorą to sobie do domu, żeby w domu dotykać, nic nie wiesz jeśli nigdy nie byłeś ubogim fanem z byłego Bloku Wschodniego, nie podziwiałeś jej znowu, na tym Kawasaki, z rzęsami jak Brigitte Bardot, nie wąchałeś farby drukarskiej i patrzyłeś tępo w tele, chwiejąc się rytmicznie i znów szeptałeś: ‘Tak wiele ekscytujących momentów. Tak wiele ekscytujących momentów.’

kylie

Nic, kurwa, NIC nie wiesz o tych wszystkich ekscytujących momentach.
Nie spauzowałeś, nie podszedłeś do szafy, by znaleźć koszulkę w czarno-białe paski, by tylko w niej, bez majtek usiąść na sofie i patrząc w tele chwiać się i mówić: ‘Tak wiele ekscytujących momentów. Tak wiele ekscytujących momentów.’
Nie byłeś przez kilka chwil tym gościem z pierwszego rzędu, do którego się uśmiechnęła:

sajkofan

Nie siedziesz jej w głowie, to nie dla ciebie topnieje jak czekolada.

Różnica między fanem Kylie, a tak zwanym badaczem popkultury jest mniej więcej taka, jak między jej ginekologiem, a kochankiem. Jej, czyli Kylie. A teraz wybieraj:

kylie_portret

marzec 8, 2007

boska nicole na sedesie

Kategoria wpisu: filmy, txt — p z @ 11:53 przed południem

Obejrzałem ‘Oczy szeroko zamknięte’. Napisy nie chciały zaskoczyć. Ja nie potrzebuję napisów, gdyż znam płynnie sześć ludzkich języków, ale oglądałem film nie sam. Na początku jest scena, którą ze względu na niezaskakiwanie napisów oglądałem wielokrotnie. To musiało się odbić. I rzeczywiście, obiło nery.

Boska Nicole na sedesie pyta męża – Cruise’a, czy pięknie wygląda. On poprawiając krawat i nie odwracając się mówi, że i owszem, pięknie. Wtedy ona spogląda nań podejrzliwie z piedestału swojego sedesu. Pyta, a jak włosy, a widz wie, że boska Nicole ma już gotową odpowiedź. Cruise mówi, że owszem piękne włosy, na co boska Nicole wypala, że nie spojrzał nawet. A widz wie, że ona wiedziała, że on nie spojrzy, bo ma miejsce gra aktorska. Scena jest z ducha kubrickowska, w sensie, że perfekcyjnie wyznaczająca kurs dla całego filmu. Że niby już na początku zaglądamy do najgłębszych zakamarów małżeńskiego alkierza itp. Proszę mnie dobrze zrozumieć nigdy nie uważałem wydalania za sprawę dla człowieka najintymniejszą, myślałem raczej o sprawach a la Solaris, niezbadane symetriady i asymetriady twej psychiki itp. Jednakowoż film rządzi się swoimi prawami. Tu rola moczu jest inna, ujmę to prosto: MOCZ NIE JEST TU MOCZEM.

Studium boskiej Nicole na postumencie sedesu wygląda tak:

nicole

Wolę myśleć, że to coś więcej niż zwykły voyeryzm, bo zawsze wolę myśleć, że coś jest czymś więcej, niż jest w istocie. Całe to moje podniecenie wynikające ze studiowania ruchów boskiej Nicole podczas wydalania, podcierania się i wyrzucania delikatnego płatka ligninowej, lekko wilgotnej chusteczki. Cały dramat rozgrywający się na postumencie sedesu tak żywo mnie dotykający. Powtarzam te scenę, trwającą zaledwie kilka sekund, studiuję ją wnikliwie. Nie robiłbym tego, nie wiedząc że nie jest to moja dekadencka fanaberia, kolejna zabawa tematem, gdyż cenię sobie mój czas, ale że oto mam do czynienia z kawałkiem sztuki – że boska Nicole na sedesie jest figurą kobiety na sedesie w ogóle, uwiecznieniem wszelkich kobiet sedesowych.
Można pójść w te zachwyty, bo jest czym się zachwycać, choć sama tylko estetyka tego aktu nic nie znaczy. Jasne, piękna jest kobieta, która z odsłoniętymi, wywleczonymi na zewnątrz genitaliami zawisa nad zimną czeluścią, a po jej sromie przebiegają dreszcze wywołane chłodem porcelany. Zadziwia ta jej bezbronność i chęć zachowania dumy, kiedy odsłonięta na infekcje i zapalenia dróg rodnych próbuje pozostać człowiekiem, zwierzęciem akurat będąc. Spójrz w jej oczy, jak błaga o opiekę, marzy o królewiczu na białym koniu, który sam jeden zasłoni ją przed armią drobnoustrojów. Słodka nieporadność, ten rys bezpłciowego dziecięctwa. Udawana rzeczowość ruchów, kiedy sięga po skrawek papieru, rozczulająco malutki, cieniutka chusteczka albo ledwie jeden listek. Gest, którym sięgała, by dać sobie rozkosz, teraz wyprowadzany wyłącznie w celach higienicznych. ‘Wyłącznie w celach higienicznych’ - zdaje się mówić rutyna jej ruchów. Skrywana zaciekłość z jaką próbuje oddzielić jedno od drugiego, ocalić seksualny powab. Zataić mroczną tajemnicę, którą św. Augustyn ujął najcelniej orzekając, że na świat przychodzimy między kałem i uryną. Wreszcie sposób w jaki zakłada majtki, sprężystym ruchem wypinając nieco tyłek, nasuwając gumkę, szelest. Gest kończący, wymuszający niepamięć.

Co może zrobić mężczyzna w takiej sytuacji? Siedzi na krawędzi wanny, patrzy. I cóż wobec tej napastliwej skatologii zrobić? Może wzmóc się i rozczulić, paść na podłogę i w błogosławionym uniesieniu, przepełniony miłością dać chwalbę uczucia, od którego morze kału i szczyn rozstąpi się, odsłaniając łechtliwą kulkę słońca. Lecz cóż, jeśli nic nie może wykrzesać? Olać sprawę i zanotować w głowie kolejny początek końca? Takie podejście z pewnością okaże się słuszne, bo w rezygnowaniu, zostawianiu zawsze tkwi taka głęboka, ślepa słuszność. Cóż, mój drogi, trzeba wziąć buty, splunąć, przetrzeć czubki skrawkiem papieru do dupy. Trzeba się zebrać, poprawić kołnierzyk, otrzeć gile z nosa i dalej stoczyć się po schodach z tego charakterystycznego motywu obcego mieszkania. Pierdolony charakterystyczny motyw obcego mieszkania. Pierdolony charakterystyczny motyw bezdomności.

Schodzi więc po schodach, wychodzi z bramy i widzi wnętrze łazienki. Ona na tle okna wstaje, podciera cipę. Raczej niezbyt rozczulający obraz. Raczej niezbyt jakikolwiek. Pomnij łazienki obcych mieszkań. Pomnij co do jednej. Ona podnosi się i podciera cipę. Na tle okna o poranku. Za szybą pełno światła. Ona zasłania światło, podciera cipę. I wtedy pod pachą, przez ten starannie wygolony zakątek, przedziera się jasność, wlewa się jakiś złoty nurt, oślepia na chwilę.

truck

Żółta ciężarówka DHL mija go o włos. Było blisko. Lepiej nie myśleć za dużo, żeby się pod coś nie wpierdolić. Głupio byłoby umrzeć w ten sposób. Idzie w dół ulicy i robi postępy, choć zdaje się jeszcze, że między nim a tą ciężarówką napina się niewidzialna linka, którą ktoś zawiązał mu wokół kostek.

Blog at WordPress.com.